Jak zostać menedżerem muzycznym – poradnik, cz. XI

Zgodnie z zapowiedzią, startujemy z kolejną tematyką poradnika „Jak zostać menedżerem muzycznym”. W marcu przyjrzymy się specyfice funkcjonowania fan clubów muzycznych.Zapewne teraz pojawia się pytanie: Dlaczego? Co ma to wspólnego z  zawodem menedżera muzycznego? Okazuje się – jak wykażę to w późniejszej części artykułu – dość sporo. Ale po kolei. Na początku przyjrzymy się popularności fan clubów, wyjaśnimy…

Caribou: płyń.

Muzyka Caribou- Dana Snaitha, kanadyjskiego multiinstrumentalisty, kompozytora i doktora matematyki plasuje się daleko poza nawiasem przeciętności. Jego dorobek fonograficzny dojrzewa muzycznie wraz z kanadyjczykiem pogłębiając jego indywidualność i trudność prostej definicji jego twórczości. Kariera Caribou rozpoczęła się wraz z wydaniem krążka „The Milk of Human Kidness” w roku 2005, chociaż pod innym pseudonimem artysta zadebiutował…

Jak zostać menedżerem muzycznym – poradnik, cz. X

W szóstej części Poradnika Menedżera muzycznego poruszyliśmy kwestie konstruowania baz danych.Ze względu na dość duże zainteresowanie tematem – postanowiłam uzupełnić zagadnienie o nowe kwestie. Zapraszam do lektury! BAZY DANYCH do przedstawicieli mediów zawiera w sobie między innymi dane dziennikarzy i redaktorów, którzy pracują w określonym medium, na przykład prasie, radiu, telewizji lub portalu (stronie/blogu/e-dzienniku/itp.). Tworzone są dla…

ZAPOWIEDŹ: Muzyczne Archiwum X

W moim piątkowym felietonie poruszyłem (po raz ostatni na publicznych łamach) głośną ostatnio sprawę Piotra Kaczkowskiego. Jako że nie samym radiem i festiwalami muzycznymi Rzeczypospolite stoją, czas sięgnąć do ważniejszych kwestii. Następny tekst z Muzycznego Archiwum będzie dotykał sprawy, na którą właśnie otworzyły się me oczy. Do niedawna nie przywiązywałem większej wagi do wybryków pewnej…

Fenomen wideosesji

Słyszeliście kiedyś o „sessions”? W Polsce funkcjonują pod nazwą „wideosesje” i dostępne są głównie na serwisie youtube. Pomysł jest prosty. Każda „session” to nagrany na żywo występ muzyczny. Utwory grane są w akustycznych wersjach (szerzej znane jako unplugged). Solowy lub występujący z niewielkim składem artysta prezentuje jedną piosenkę w niekonwencjonalnej scenerii. Miejsca, w których odbywają…

Co autor miał na myśli

Była to dość ciepła jesień 2001 roku*. W Szklarskiej Porębie odbywała się jedna z trójkowych imprez z audycjami na żywo, udziałem publiczności itepe. Pamiętam, jak biegałem po okolicy, wyłapując co chwila znane twarze Programu III Polskiego Radia (wtedy „Trójka – Twoje pierwsze raaadiooooooo!”). A to się do Henryka Sytnera zagadało, a to strzeliło fotkę z…

Nominacje do Fryderyków 2014

Mamy już za sobą rozdanie Złotych Globów oraz Nagród Grammy – przyszedł czas na mniejsze w skali świata ale najważniejsze w skali polski – statuetki Fryderyków. Zacznę od tego, że tegoroczna gala będzie się odbywać w okrągłą – jubileuszową rocznice. Statuetki przyznawane są już od 20 lat i z tej okazji Akademia Fonograficzna FRYDERYK oraz…

Praca menedżera muzycznego od strony artystów

Na stronie pojawiło się już sporo artykułów na temat pracy menedżera muzycznego. Teraz czas na przedstawienie pozycji zawodowej menedżera z punktu widzenia gwiazd polskiej estrady muzycznej. Mowa tutaj o zespołach i wokalistach,którzy bez ich pracy mieliby marne szanse na zrobienie kariery. Niestety nie wszyscy uważają opiekunów grupy za osoby rzetelne i odpowiedzialne. Poniżej przedstawiono najbardziej charakterystyczne osoby z polskiego show biznesu, które na łamach gazet, jak i wywiadów przeprowadzonych osobiście opowiedzą, przybliżą jego sylwetkę.

AGNIESZKA CHYLIŃSKA

Pierwsza z nich – Agnieszka Chylińska- znana między innymi z zespołu ONA, jak i ze swojej wybuchowej natury bycia – w październiku 2006 roku na łamach czasopisma „Machina” umieściła artykuł zatytułowany Menago Story – Z managerem nie ma żartów. Z samego tytułu można domyślić się, że nie będzie to opinia pozytywna – wręcz przeciwnie ukaże ona negatywne aspekty współpracy z menedżerem. Piosenkarka chce tu zwrócić uwagę na to, że im więcej pracy włoży się w swój rozwój zawodowy, tym szanse na osiągnięcie sukcesu są wyższe.

„Gdy tylko zdolny jakiś ktoś wyda z siebie głos lub dźwięk z instrumentu nieprzeciętny, od razu wokół niego zaczyna zagęszczać się i roić od ludzi, którzy oferują mu swoją pomoc, opiekę i wsparcie. Każdy z dobrymi intencjami, przeuprzejmy i przeuczciwy kreśli w skrócie debiutantowi swój biznesplan. Każdy zwarty i gotowy. Mowa oczywiście o prężnej i solidnej postaci menadżera[1].

Agnieszka Chylińska podzieliła złych menedżerów na trzy grupy:

Menedżer gwiazda  wie lepiej od artysty, co on ma robić, jako ostatni przyjeżdża na koncert, każe na siebie czekać – szczególnie po koncercie, gdy zespół jest zmarznięty, a on właśnie rozmawia w najlepsze z obsługą koncertu. Nie załatwia koncertów – bo skoro jest najlepszy to niech inni do niego dzwonią i proponują terminy. Dodatkowo nie wyobraża sobie sytuacji, że jego podopieczny mógłby mieć do niego o coś żal, przecież gdyby nie on nie miałby nic. Tak więc, gdy dostaje wypowiedzenie dalszej współpracy – nie może tego zrozumieć – wręcz przeciwnie, czuje się obrażony na cały świat. Nie poinformuje innych, np.: organizatorów koncertu, że już nie zajmuje się daną grupą, a co więcej zmyśla dziwne historie na temat zespołu. Do najdziwniejszych należą tajemnicze śmierci każdego z jego członków, albo ma poważną zakaźną chorobę, uczestniczy w sekcie, jest chory psychicznie, zaburzenie jaźni, itp.[2].

Menedżer cień – biegają za artystami z apteczką, uważa żeby artyście nic się nie stało. Jest nadzwyczaj potulny jak baranek, mówi szeptem, dyskretny. Zna cały rozkład dnia, wie o wszystkich planach, jest nachalny jeśli chodzi o prywatne życie. Co więcej, sam zwierza się ze swojego – nie ważne, czy jest o to pytany, czy też nie. Nie obrazi się, gdy dostanie w twarz, nawet sam się opatrzy, nie ma tego nikomu za złe. Najgorzej jest, że artysta czuje się przez niego prześladowany i kiedy myśli, że już się nigdy od niego nie uwolni, podwija się noga i manager cień opuszcza zespół na zawsze.

Menedżer fantomasa – jego charakterystyka jest niezwykle prosta i nie wymaga zbędnych słów, po skończonym koncercie po prostu znika, zabierając ze sobą pieniądze.

Podsumowując: Agnieszka Chylińska ukazała w artykule własne doświadczenia i sposób widzenia niektórych dzisiejszych opiekunów artystów. Niestety, ale tych, których lepiejunikać szerokim łukiem.

MARCIN JACOBSON…

 

W odpowiedzi na jej artykuł, w numerze 12 „Machiny” swoje zdanie na ten temat przedstawił Marcin Jacobson –człowiek, który przez kilka lat sam był menedżerem zespołów takich jak Krzak, Dżem, TSA, Martyna Jakubowska, Porter Band i Apostolisa Antymosa. Uważa on, że prace na rzecz artysty są równe zeru. Opiekun zespołu jest

„dobrym duchem, doradcą, najlepszym przyjacielem tak długo dopóki artysta pnie się po szczytach kariery. Jest on profesjonalistą póki ma branżowe znajomości i kontakty, których Artysta jeszcze nie posiadł. Stan ten trwa nadal gdy sukces zostanie osiągnięty, ale nie dlatego, że praca managera została doceniona – nic bardziej mylnego. Sukces jest wyłącznym dziełem Artysty, natomiast manager zawsze jest ojcem niepowodzenia”[3].

Artysta to też człowiek, który ma swoje lepsze i gorsze dni. Niestety może stać się tak, że pewnego dnia dojdzie on do wniosku, że menedżer nie jest mu już potrzebny. Nie będzie mu się opłacało jego utrzymywanie, co więcej dojdzie do wniosku, że płacił mu jedynie za odbieranie telefonów. Menedżer natomiast musi w tym momencie podjąć ważną dla siebie decyzję: przeczekać trudny okres albo znaleźć inny zespół, z którym będzie mógł podjąć współpracę.

Według Jacobsona: „w pierwszym przypadku, bo wizja Artysty w zderzeniu z rynkiem kończy się zwykle gorzej niż on sobie to wymyślił. W drugim, bo opuścił Artystę „na życiowym zakręcie”. W obu przypadkach Artysta głosi wszem i wobec, że oto padł ofiarą utracjusza, oszusta i złodzieja, uzależnionego od wszystkich możliwych substancji i płynów[4].

WROCŁAWSCY MUZYCY…

 

W przeprowadzonych wywiadach – kilku muzyków i wokalistów w sposób niejednoznaczny opowiadało o swoich spostrzeżeniach dotyczących roli i funkcji menedżera w zespole. Jeden z wrocławskich muzyków, w swoim życiu związany był z wieloma zespołami muzycznymi. Kapela nie posiadała co prawda menedżera, ale muzyk miał nie małe doświadczenie w tej dziedzinie. Na scenie muzycznej działa od ponad 30 lat. Jednego ze swoich ostatnich opiekunów nie wspomina najlepiej. Zakończyli współpracę przede wszystkim dlatego, bo ów menedżer nie umiał dość dobrze zająć się jego karierą. Uznał, że mają dwie odległe ścieżki dotyczące dalszej pracy, Pan X zajmował się nim mało intensywnie i tym samym doprowadził do rozpadu zespołu z braku pracy. Z kolei, gdy zajmował się nimi człowiek Y, podczas jednej z rozmów wyszło, iż „muzycy to lenie i nienawidzą menadżera bo ich goni do roboty” [5].

Anonimowy muzyk sugeruje, że praca menedżera polega przede wszystkim na promocji zespołu (w momencie, gdy grupa nie może sama sobie z nią poradzić). Według muzyka, menedżer muzyczny powinien posiadać własny kapitał, który będzie mógł przeznaczyć na karierę zespołu, ale także gdy się go ma, automatycznie jest się lepiej postrzeganym w branży.

Jak wiadomo 123% spraw w tej branży załatwia się „po znajomości” – bez znajomości nie  da się załatwić prawie nic, albo zgoła -123%” [6]

– wspomina muzyk. Ponadto z menedżerem powinno żyć się w zgodzie, ale nie zawsze jest to takie proste. Jednak z drugiej strony – im więcej się będzie z nim współpracowało, tym większe sukcesy mogą zostać osiągnięte. Podobnego zdania jest 24-letni wrocławski muzyk. Pomimo, iż studiuje ekonomię, nie byłby wstanie wziąć na siebie aż takiej odpowiedzialności za promocję zespołu jak właśnie menedżer. Według niego, taka osoba powinna być przyjacielem, motywatorem i trzeźwo myślącym krytykiem. Jeśli łączy w sobie wszystkie te cechy – cel może zostać osiągnięty.

WOJCIECH PICHLIŃSKI…

Wojciech Pichliński (polski basista, kompozytor, muzyk sesyjny) na swojej stronie internetowej napisał artykuł pt.: Po co komu managerW swoim wywodzie opisuje podstawowe zadania, jakie są tej osobie przypisane.

„Dobry menedżer wie wszystko o zespole: kto kiedy ma jakie egzaminy, czym się zajmuje, kto czym jeździ… Jeśli wie na przykład, że pałker ma gruchota, a za dwa dni gracie ważnego joba, to powinien zatroszczyć się o transport. Jeśli macie wokalistkę, to powinien znać terminy jej „trudnych dni”. Poważnie”[7].

Wniosek z tego jeden, jak wspomniano w pierwszych rozdziałach swojej pracy, menedżer nie jest jedynie od załatwiania, on musi znać swoich podopiecznych, wiedzieć o ich nałogach, zaletach i całym życiu codziennym. Wtedy dużo łatwiej nawiązać wspólną pracę. Człowiek odpowiedzialny za promocję zespołu musi robić wszystko na tyle perfekcyjnie, aby ich poczynania przynosiły w przyszłości same sukcesy.

Menedżer – jako osoba z zewnątrz zespołu – powinna dobrze wyrażać się o swoich podopiecznych. Przyczynia się to do budowania pozytywnego wizerunku na rynku muzycznym. Jeśli takie superlatywy wygłaszałby o sobie zespół – uważano by go za egoistę i zarozumialca. Owszem należy wspierać duchowo zespół, pocieszać, gdy coś nie wyjdzie, ale prawdziwą sztuką jest krytyczne spojrzenie na rzeczywisty poziom artystyczny grupy. Należy zadawać sobie pytania: czy moi podopieczni faktycznie dali z siebie wszystko czy też za bardzo spoczęli na laurach.

„Menedżer powinien być obiektywny, patrzeć na zespół chłodnym okiem. Oceniać i komentować utwory, wizerunek i styl zespołu, sugerować zmiany jeśli są potrzebne. To gość, któremu słuchacze prędzej powiedzą niż wam, co im się nie podoba”. [8]

JAN CHRUŚCIŃSKI…

Jacek Chruściński ( muzyk, aranżer, basista, kompozytor ) na łamach tego samego portalu wspomina o dawnych czasach – menedżerami grup zostawali zwykli ludzie, którzy na co dzień zajmowali się domami kultury lub bibliotekami. Tym samym nie były to osoby po odpowiednich kursach, szkołach czy szkoleniach, gdzie nabyliby choć wiedzę teoretyczną.  Były to osoby, u których warto było być w kontaktach notesowych. Należy dodać, że w tych czasach często występowali: „konferansjerzy, trzech czy czterech piosenkarzy, dwóch aktorów, jakiś sportowiec “na małpę”, facet rzucający siekierami do babki przypiętej do koła”[9]. Przypuśćmy, że organizowano np.: imprezę z okazji Dnia Leśnika, wtedy ów organizator dzwonił do danej grupy, ta zagrała i dostała za to hotel, wyżywienie, wynagrodzenie – założone wcześniej z góry.

 

„Stawki były wówczas ustalone odgórnie – załóżmy 87 zł dla muzyka, + 50% dodatku dla solisty z własnym tekstem, + 30% dodatku objazdowego za trasę dłuższą niż 60 chyba kilometrów. Nie były to jakieś szczególne pieniądze, ale pamiętam takie miesiące, w których grałem na przykład 27 sztuk – ale zawsze tylko jedną dziennie. Były też okresy, w których grałem 56 sztuk w dwa tygodnie. Po cztery dziennie”[10].

PODSUMOWANIE:

Menedżer artysty to zawód niezwykle pożądany na polskim rynku muzycznym. Jak wspomniano wyżej niewiele osób jest wstanie profesjonalnie zająć się promocją młodych talentów i gwiazd estrady. Patrząc na opinie osób, których wypowiedzi zostały umieszczone w tym podrozdziale można dojść do wniosku, iż wiele tych cech, które zostały wymienione  podczas kolejnych rozdziałów opisujących ogólne informacje odnośnie zawodu menedżera – pokrywa się. W wymienionych przeze mnie przypadkach doskonale widać, że mimo wszystko rola kierownika zespołu jest bardzo ważna. Opiekun artysty zostaje zatrudniony przez lidera grupy, aby pomóc mu w zaistnieniu na scenie, podpisywaniu kontraktów z firmami fonograficznymi, zajmowaniu się promocją PR-owską, organizacją koncertów itp. Oprócz powyższych kryteriów ważne jest utrzymywanie kontaktów z firmami zarządzającymi prawami autorskimi, wydawnictwami, zawieranie umów z członkami zespołów, dbanie o wizerunek i poziom wokalno – charyzmatyczny grupy oraz negocjowanie kontraktów. Bierze on pełną kontrolę nad bieżącymi i przyszłościowymi planami zawodowymi swoich podopiecznych, które mogą mieć znaczny wpływ na ich dalszą karierę.