Sjón:Human

Pomimo islandzkiej nazwy bandu, zaczerpniętej od nazwiska tamtejszego poety – Sigurjóna Birgira Sigurðssona, chłopaki niezbyt wiele mają wspólnego ze wspomnianą wyspą, bowiem pochodzą z… Łodzi. Nie można im jednak odmówić mocno mroźnego grania…

Kategoria: Tagi: , , ,

Opis produktu

Pomimo islandzkiej nazwy bandu, zaczerpniętej od nazwiska tamtejszego poety – Sigurjóna Birgira Sigurðssona, chłopaki niezbyt wiele mają wspólnego ze wspomnianą wyspą, bowiem pochodzą z… Łodzi. Nie można im jednak odmówić mocno mroźnego grania – w ich muzyce znajdziecie wpływ zarówno Björk, jak również rozpoznawalnego brytyjskiego stylu Radiohead lub Portishead. W czym tkwi fenomen brzmienia grupy? W niesamowicie zwinnym oscylowaniu pomiędzy gatunkami, a wszystko to z wykorzystaniem, zdawałoby się, tylko najprostszych instrumentów i wokalu.

Krótkogrające wydawnictwo „Human” to jedynie 3 utwory. Słowo „jedynie” nie jest tu jednak użyte zbyt fortunnie – w tych 3 kawałkach chłopakom udaje się wprowadzić słuchacza w przeróżne style – od psychodelii, poprzez lżejsze gitarowe brzmienie, aż do ciekawych wstawek elektronicznych. Co jakiś czas przypomina o sobie mocniejsza perkusja w tle. Całości charakteru dodaje specyficzny wokal Kacpra Kaczmarka – Thom Yorke ma konkurencję!

Mój subiektywny faworyt na krążku to „Foolproof”. Z dosyć patetycznych pierwszych dźwięków utwór, nie wiadomo kiedy, przeradza się w bogate kompozycyjnie 4,5 minuty muzycznych przygód. Przeciętny radiowy „zespolik” wykrzesałby z tego jednego kawałka przynajmniej 5 nowych singli. Sjón stawia jednak na duże bogactwo, skompresowane do ram minialbumu. Gdy przychodzi czas na „Constantly Drunk Damage”, czuję się bardziej jak w erze brytyjskich wpływów zespołu z Łodzi. Wszystko po to, by w końcu dojść do zamykającej płytę kompozycji „Pessimistic”, która z każdym odsłuchem nie przestaje zaskakiwać. Z pozoru banalny tekst i rytmiczne granie przeradza się, z pomocą dęciaków, w ciekawe muzyczne zamieszanie – to trzeba usłyszeć.

Rzadko kiedy mówi się o wizualnej stronie EP-ek, czyli o ich okładce. Muszę przyznać, że ta sygnowana przez „Human” dość mocno mnie zaintrygowała. Niby nic szczególnego – prosty napis na płótnie i trochę wzorów chemicznych. Szybko jednak skojarzyło mi się to z tym – jak zwykł mawiać mój nauczyciel od chemii – że muzyka i chemia mają ze sobą wiele wspólnego. Dziś, starsza o kilka lat, wierzę mu na słowo, a wszystko dzięki reakcjom, jakie wywołuje kawałek dobrego brzemienia, np. w wykonaniu grupy Sjón.

Wraz z boomem na polskie zespoły alternatywne Łódź przestała być kojarzona już tylko ze sławetnymi Bałutami i hip-hopem. Na gruncie m. in. Cool Kids of Death spokojnie mogą wzrastać muzyczne perełki pokroju grupy Sjón. Jeśli mają tworzyć takie płyty jak „Human”, to niech powstają jak grzyby po deszczu!