Sjón:Suffer

Oto zgodnie z obietnicą daną nam przez łódzki zespół dostajemy kolejną część tryptyku. Jaka jest? Bardziej syntetyczna czy może „naturalnie” gitarowa? Równie chłodna co poprzedni minialbum „Human”? Zapowiada ciągłość serii czy też stylistycznie skręca i pozostawia domysły co do brzmienia części trzeciej? Pytania można mnożyć, tylko po co? Najlepiej posłuchać.

Kategoria: Tagi: , , ,

Opis produktu

Tym razem dostajemy trochę dłuższy materiał, trochę inną okładkę i trochę… No właśnie – co? Jakieś delikatne przesunięcie akcentów sprawiające, że Suffer jest już czymś innym niż Human, a jednocześnie wciąż słychać, że to ten sam Sjón co kilka miesięcy temu, w chwili wydawania pierwszej EP-ki.

Cztery utwory utrzymane w stylu trance-rocka prowadzą nas przez nieco spokojniejsze rejony twórczości Sjón. Chociaż „spokojniejsze” to raczej złe słowo. Inaczej – brzmienia z „Suffer” są gładsze w porównaniu z poprzednią małą płytą, ale nie tracą przy tym charakterystycznej posępności dźwięków i tragizmu przebijającego z tekstów.

Podobnie jak na poprzednim wydawnictwie utwory progresywnie rozwijają się od skromnego początku do gęstego brzmieniowo końca. Słychać to wyraźnie w „Dignity”, który z chwili na chwilę staje się coraz bardziej rozbudowany przestrzennie, lub przy „Hurry Up” zaczynającym się od delikatnego gitarowego riffu, by potem stać się głośnym utworem zdominowanym przez bas i perkusję. Świetnie brzmi też niepokojące „Romeo Suffer Defeated”. Utwór łączący zachodzące na siebie dźwięki gitar i klawiszy, z ciekawymi brzmieniami elektronicznymi i przetworzeniami wokalu – jest czego posłuchać, bo tu naprawdę dużo się dzieje.

Mnie najbardziej przypadł jednak do gustu ostatni kawałek. Na poły balladowe „Out” z zapadającym w pamięć pianinem i potężnymi bębnami, potęgującymi napięcie pod sam koniec albumu.

Co zatem można powiedzieć o „Suffer”? Jest chyba po części wszystkim tym, o czym pisałem na początku. To album bogaty i ciekawy stylistycznie, zostawiający jednak pewien margines niedookreśloności. Jakby zawias, na którym zaczepiona zostanie ostatnia część tej potrójnej kompozycji. Niewątpliwie warto spędzić te kilkanaście minut z EP-ką zespołu Sjón.