VENTER_LP_FRONT

Tomasz Bednarczyk i Tomasz Mreńca stworzyli album, który jest wypadkową ich muzycznych doświadczeń i inspiracji. House, techno, folk, jazz, wybrzmiewające na ich płycie, tworzą stop kilku metali szlachetnych, a materiał wynikły z tego twórczego łączenia okazuje się być czymś bardzo ciekawym.

Kategoria: Tagi: , ,

Opis produktu

Obaj wrocławscy muzycy mogą się pochwalić niezłym dorobkiem artystycznym. Przybliżmy tu pokrótce CV każdego z nich. Tomasz Bednarczyk jest muzykiem i producentem znanym przede wszystkim dzięki swoim wydawnictwom ambientowym. Jest też założycielem wytwórni We Are Your Music Mate oraz członkiem housowego duetu Harrison Chord. Z kolei Mreńca to skrzypek i kompozytor muzyki klasycznej oraz jazzowej tworzący między innymi na potrzeby spektakli teatralnych. Ma również swój udział we współtworzeniu międzynarodowego projektu The Frozen Vaults.

Obaj panowie zaczęli ze sobą współpracę od remiksów (na warsztat brali między innymi Takiego chłopaka zespołu Mikromusic czy Asleep/Awake Oxford Drama), ale dopiero autorski materiał w pełni ogniskuje ich fascynacje. Venter, czyli łono – nazwa całego projektu nie jest przypadkowa. Muzyka łączy się tu niemal organicznie. Dźwięki cyfrowe i analogowe, skrzypce i syntezatory, estetyka house i neoklasyka. Każda z tych warstw, ułożona jedna na drugiej, jest jak przezrocza – możemy dokładnie przyglądać się każdej z nich. Subtelnie rozwijające się kompozycje i rozmyte brzmienia tworzą typową dla ambientu przestrzenność, ale ciętą przez sforujące się naprzód partie smyczkowe. Świetnie słychać to w utworach Glimmer II lub City Of Spring. Na uwagę zasługują też kolaboracje. Szczególnie Awere nagrane ze Stefanem Wesołowskim i Fire, gdzie do współudziału został zaproszony dobrze już znany polskim fanom elektroniki Baash.

Wielka siła long playa to jego klimatyczność. Venter jest chłodne i tajemnicze, co zbliża tę muzykę do twórców islandzkich, takich jak chociażby Ólafur Arnalds. Tego nastroju mogliśmy się spodziewać już po EP-ce duetu, na której oprócz wspomnianego City of Spring znalazła się także kompozycja Lovers Sex opatrzona teledyskiem Joanny Maślankiewicz.

Dzieło dwóch Tomaszów określiłbym jako eksperymentalny minimalizm zdobywający sobie słuchacza przede wszystkim swoją niejasną atmosferą i świetnymi fuzjami gatunków. To obiecujący wskaźnik zachęcający do czekania na ich kolejne wydawnictwa. Mreńcy i Bednarczykowi należą się więc gratulacje. Tym większe, że duet oraz ich płyta wpisują się w dobrą dla polskiej muzyki elektronicznej tendencję konkurowania z artystami zza granicy. Być może bardziej znanymi, ale wcale nie będącymi dla naszej rodzimej sceny niedoścignionymi ideałami.